Dla rowerzystów

Między wodą a lasem

[Rozmiar: 58700 bajtów]

Czasami zdarza się że mimo naszych dotychczasowych przyzwyczajeń przynoszących nam zdrowie i satysfakcję, poprzez fakt że realizujemy je systematycznie i z ochotą - potrzebujemy odmiany. Potrzebujemy czegoś co będzie inne niż wszystko dotychczas. Czujemy że rozsadza nas od wewnątrz, lub coś wewnątrz skręca! Niesie nas chociaż sami nie wiemy co i dla czego? Nie wypada nikomu przyłożyć (chociaż w głębi o tym marzymy). Chcemy szaleństwa!

No dobrze siadamy na rower i jedziemy w Puszczę? Nie!!! Od początku wiemy że to zbyt mało! My dzisiaj potrzebujemy czegoś extra, co wyciśnie z nas ostatnie poty i pozwoli pozbyć się tego wewnętrznego, opisanego na wstępie niepokoju, podenerwowania, złości, napięcia? Pal licho - nie ważne jak to nazwiemy! Ważne jest jak zmienić ten stan rzeczy wykorzystując swój rowerek?

Moja propozycja zasadza się na bardzo prostym mechanizmie. Gdyby nie on, nie byłoby sportu, wyczynowców i rekordów, (czasami idiotycznych - to prawda). To UROZMAICENIE. W naszym przypadku użyjemy go w kontekscie czysto sportowym - bo będzie to INTENSYFIKACJA naszych stonowanych dotychczas wysiłków. Tutaj ostrzegam że tego typu podejście do swojego organizmu wymaga: po pierwsze przysłowiowego żelaznego charakteru czyli siły woli, po drugie zaś rozsądku i przygotowania czyli przysłowiowej "pary" w nogach i płucach, o serduszku nie wspominając. Nie jest trudno rozpocząć jak wariat - popatrzcie jak ruszają dzieci do wyścigów i jakie są tego efekty. Musimy jeszcze realnie ocenić na co nas stać, weryfikować nasze zamierzenia w zależności od sytuacji na trasie (zmęczenie, samopoczucie, pogoda). Musimy popisać się też żelazną konsekwencją oraz brakiem litości dla siebie (w rozsądnych granicach oczywiście).

Jakie więc jest to nasze zadanie. Bardzo proste! Jeżdżąc po Puszczy i okolicach opracowałem dla siebie taką trasę służącą mi od czasu do czasu do wewnętrznego CATARSIS. Uczestnicy moich propozycji tutaj umieszczanych skonstatują że przecież to nic nowego. Oczywiście, nic nowego ale wydaje mi się że walory tej trasy które za chwilę wymienię predysponują ja do tego aby była moim przyjacielem, a mam nadzieję że nie tylko moim, w chwilach nastrojów wyżej opisanych.

1. Trasa pozwala nam weryfikować własny poziom wytrenowania.
2. Daje poczucie bezpieczeństwa (bardzo umiarkowany ruch samochodowy a w weekend bardzo mały).
3. Nawierzchnia jest do zaakceptowania co nie jest w mojej Ojczyźnie bez znaczenia. ;)
4. Trasa jest okólna przez co warunki wietrzne z reguły są sprawiedliwe dla śmiałka - "raz tak, raz tak".
5. Dystans "kółka" to od 30 do 33 km. W zależności od tego jak jedziemy i jak mamy skalibrowane liczniki. Jeżeli komuś jedno zbyt mało, to grzeje drugie. Raz tak zrobiłem, ale tylko raz!

Zapraszam więc wszystkich chętnych do zmierzenie się z czasem - czyli do kolarskiej czasówki. Potraktujcie dojazd do krzyżówki jako rozgrzewkę. Wyzerujcie na niej liczniki i - niezależnie w którą stronę pojedziecie - grzejcie do dechy. Jeżeli wysiłek włożony w kółko przyniesie Wam ulgę, gratuluję! Może kiedyś spotkamy się na takim kółku i damy sobie długie zmiany?

Kilometr po kilometrze

Copyright (JH) © Dla rowerzystów 1998 - 2006. Mapka dzięki uprzejmości wydawnictwa REWASZ z Pruszkowa.