Dla rowerzystów

Olendry

[Rozmiar: 58007 bajtów]

Czasami zdarza się, że sytuacja nas zaskakuje. Wybrałem się na wyprawę z postanowieniem przejechania 40-50 km szlakami wokół Sierakowa, Zaborowa, Kaliska. Wybrać się nie zawsze oznacza realizację.

[Rozmiar: 58007 bajtów]

Załączona fotografia wyjaśnia, w czym rzecz. Jako zdyscyplinowany turysta podporządkowałem się nakazowi. Przełączyłem PCC (Personal Cranium Computer) na przeszukiwanie bazy danych i... po chwili miałem rozwiązanie. Nie idealne, kompromisowe, ale jednak dające szansę na kilka widoczków, założoną ilość kilometrów, patynę historii i miejscami konieczną niestety, koegzystencję z tymi, co to mają o dwa koła więcej i w przeciwieństwie do nas rowerzystów - smrodzą.

Przeskoczyłem od szlaku czerwonego, do opaski w Dziekanowie Leśnym i podążając jak zwykle w kierunku Dębiny miałem okazję podziwiać dynamicznie zmieniający się krajobraz z Puszczą w tle. Od kilku lat podróżuję w tą opaską i zauważam, że włodarze Czosnowa lepiej rozumieją ekonomiczne realia niż ci, których ja wybierałem w Łomiankach.

A cóż ta uwaga ma wspólnego z moim podróżowaniem, zapyta dociekliwy Czytelnik? Tylko na pozór nie ma nic. Słowo "komfort" jest tym łącznikiem. Chodzi o komfort jazdy na rowerze. Stało się dobrym zwyczajem (a przecież jest to normalne zachowanie) inwestujących wokół trasy S-7, że dbają o drogi dojazdowe do swoich firm. Czy wynika to z umów z gminą, czy jest "trzymaniem" standardów, nie ma to znaczenia. Mogę porównać to, co nazywało się asfaltem drzewiej z tym, co teraz asfaltem jest. Oczywiście do pełnego szczęścia brakuje jeszcze kilku firm, które mam nadzieję, pojawią się i tam usadowią, wypełniając pokomunistyczne, asfaltopodobne wstążki, asfaltem.

Przypominam podróżującym, że przed lasem Dębina od lewej atakuje BARDZO agresywny piesek. Nie radzę go lekceważyć. Rozwiązaniem jest zatrzymanie się, schylenie do buta (bestya myśli, że sięgamy po kamień i zwiewa, ostrzegam - ucieka tylko na chwilę).

Po skręcie w lewo, upragniona cisza staje się naszym udziałem. A to ci niespodzianka. Jestem w Puszczy a nie wolno mi w niej być. Oczywiście drogi ogólnodostępne wyjęte są z pod zakazu wstępu. Mijamy wieś Dębina. Ten sielankowy nastrój leśnej ciszy zakłóca nieco zapach, jaki dociera od znajdujących się po prawej Łąk Kazuńskich. Nazwa przekonuje nas, że powinno zalatywać sympatycznym łąkowym zapachem. Niestety, nazwa nie wydziela zapachu. Owe łąki to regularne bagienne tereny, w których jak to na bagnach, dużo stojącej wody, która... no właśnie, w porze upałów gnije i paruje. Roślinność okupująca te tereny to typowi przedstawiciele "mokrego świata". Olcha króluje tutaj, jeżeli chodzi o drzewa, trawy zaś mogą w pełni oddać się procesowi żywiołowego rozrostu. Widać to na każdym kroku, czuć zaś w promieniu kilku kilometrów.

Niewielu turystów zdaję sobie sprawę, iż podróżuje po bardzo historycznych terenach. Odwołując się do określenia historyczny, będącego swego rodzaju kontenerem pojęciowym, mam na myśli czasy, gdy sprowadzano tutaj twardych ludzi obytych z wodnym żywiołem, aby wyrwali wodzie nadwiślańskie tereny i pokazali miejscowym jak tego dokonać. Mówię o osadnikach holenderskich. Bardzo wyraźnie w tym rejonie widać ślady ich pobytu.

Myśląc o historyczności tych terenów, mam na myśli także czas, gdy niepodzielnie panowali tutaj: Moskale, gdzie Francuz zapuszczał wici, gdzie czerwona komuna okopała się ze zbrojnym ramieniem Narodu, czyli LWP.

Piszący te słowa, jako student, w latach 1969-73 odwiedzał (bardzo niechętnie zresztą), poligon w Kazuniu. Według obowiązujących w tych czasach procedur, był murowanym kandydatem na podporucznika LWP. Nie był natomiast zbyt gorliwym słuchaczem zajęć taktyki i strategii, prowadzonych przez podpitych (to bardzo smutne), autentycznych żołnierzy frontowych, których wprzęgnieto w ohydne i oszukańcze (jak pokazała przyszłość) działania.

Dziękuję do dzisiaj Opatrzności, że tej gorzkiej groteski nie zakończył owym podporucznikiem. Jego koledzy, którzy awansowali, w 1981 dowodzili chłopakami walczącymi z Narodem.

Znamionami owej "historyczności" tych terenów są namacalnie istniejące ślady przeszłych zdarzeń. Są to ślady po menonitach (cmentarze, budynki, terpy), twierdza Modlin ze wszystkimi należącymi do niej fortami (także tymi w obrębie Warszawy), oraz pochowane w lasach, jednostki wojskowe (wówczas) LWP.

Aby dotrzeć do wspomnianych miejsc wystarczy jadąc rozglądać się. Droga 575 wiedzie przez centrum wspomnianych miejsc, które podczas przeszłych czasów odgrywały swoją rolę. Czy pędzący samochodami kierowcy zdają sobie sprawę, że na prawo lub lewo są takie ciekawe miejsca? Niewielu!

A tak o osadnictwie holenderskim pisze współczesny etnograf Jerzy Szałygin. Na stronie: http://holland.org.pl/art.php?kat=art.&dzial=o&id=11 można odnaleźć więcej szczegółów.

"W okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego Holendrzy osadzają się w Kazuniu. Wojewoda miński Jan August Hilzen 1 lipca 1764 r. zawarł z przedstawicielami osadników umowę, na mocy, której na terenach wykarczowanego lasu, nad rzeką mieli założyć oni osadę. Umowa ta uzupełniona została w 1773 r. Koloniści zostali zwolnieni z płacenia czynszu na 7 lat (z gruntów przeznaczonych do wykarczowania), nieodpłatnie otrzymali drewno na postawienie zabudowań mieszkalnych i gospodarczych, opał i grodzenie zagród. Mogli również za odpowiednią opłatą, ustalaną każdorazowo przez właściciela gruntów, sprzedawać w Warszawie drewno z wykarczowanego terenu oraz węgiel drzewny. Następni przybysze osadzeni zostali w Kazuniu w latach 1773 i 1786. W 1795 r. mieszkało tu 15 rodzin (67 osób), w 1827 r. zaś 41 (314 osób).

Król Stanisław August 5 lutego 1778 r. potwierdził założenia "kontraktu emfiteutycznego na zarośle we wsi Wilkowie uczciwym Holendrom wyżej wyrażonym przez urodzonego Gutakowskiego, starosty kampinoskiego danego". Wspomina o nich również lustracja z 1789 r. ...

"W 1781 r. przy Nowym Dworze Mazowieckim powstaje następna wieś holenderska - Kępa Nowodworska. Również w tym okresie zostają założone osady w pobliżu Wisły w Śladowie i Secyminie. W 1787 r. holenderskiej wsi Sady Niemieckie (leżącej w okolicach Płocka) nadany zostaje wilkierz, który precyzuje m.in. kwestię zasad sprzedaży gospodarstw holenderskich: "Sąsiad żaden tey mocy ma mieć Swoy dom cudzemu przedać, albo zaaresztować, niż wprzod u Sąsiedztwa w Sołtyskim Urzędzie rzetelnie ten swoy dom wybotuie, i oznaymi-że ochota ma go sprzedać ieżeli przeto nicht zechce kupić, i też żaden w dwoch Niedzielach z nim nie pochandluie - w tem czas Cudzemu może przedać i przechandlować, ale iednakowo iednak takiemu przedać ma, któren żadnej złey powieźci nie podlega albo Złe Jmce po sobie nie ma - kiedy także kto swśi Domostwo i z Sądem przedał, to przedawca swemu kupcowi ten dom rzetelnie iak się godzi przed całym Sąsiedztwem przenieść albo opowiedzieć musi-iak ten handel i Zgoda się stała między niemi-Upodoba się ieszcze wtedy kto temu Sąsiadowi dom, to ten przed Cudzym iest bliższym; bliskość ale iest taka: zechce ten Sąsiad, który mu od granicy, to ten iest bliższy - kiedy ten nie chce, a ten z drugiey strony przy iego lądzie on zachce, to on przed drugiemi Sąsiadami bliższy, ieżeli ale on to też nie chce, to temu Sąsiadowi zaraz po nim będzie bliższy Krewny, ale nad wszystkiemi iest naybliższy - Jeżeli od nich żaden nie zechce, to kupiec pierwszy otrzyma, ieżeli tylko poczciwy Człowiek, ktory swiadectwo i dobre Dokumenta ma, to on za Sąsiada przyięty będzie i daie mały sum wkup gr. 15, a po Niedziel Cztery Beczkę Piwa, albo 7 Złotych, gdy daie on to zaraz to mu nie trzeba, tych gr. 15 dać - żeby się też ma rozumieć - coby ten iżby kupiec też Holenderski Człowiek był, któryby w Holenderskich Obycziach i sposobach się wiedział trzymać - ktoby ale inaczei przedał ma w Strafie bydz 1 Złoty".

Tyle o wspomnianych historycznych wydarzeniach ścisły, beznamiętny język naukowy. Uważam, że ciekawie! Wspomniana strona zawiera również informacje o miejscach osadnictwa, których na próżno poszukiwać, poruszając się wspomniana drogą 575 i trasą S-7. Jedyny ślad, jaki po nich został to cytowane mapy z roku 1830. Jest takich miejsc kilka. Te dokumenty świadczą o nietrwałości tego, co budują ludzie, świadczą o zmienności lub inaczej dynamizmie życia. No cóż, wspaniała zielona Ruska Kępa z pewnością podda się kiedyś takim zmianom. Oby nie stało się jej udziałem to, co spotkało wspomniane, zasiedlone przez ludzi miejsca, po których dzisiaj śladu nie uświadczysz. Oby!

[Rozmiar: 28644 bajtów]

Czosnów, Łomna, Pieńków, Kiełpin, Łomianki to punkty na trasie powrotnej. W Łomnej, warto zatrzymać się przy kościele wybudowanym w roku 1872. Projektant tej świątyni to znany architekt Henryk Marconi. Styl - późny klasycyzm. W kościele marmurowy ołtarz oraz kopie uznanych malarzy; Domenicha, Guercina i Rafaela.

Drogą obok kościoła dojedziemy do neogotyckiej kaplicy grobowej, mauzoleum małżonków Trębickich. Jej stan z roku 2003 przedstawiają poniższe zdjęcia.

[Rozmiar: 28644 bajtów]

Wnętrze tej rodzinnej nekropoli nie przedstawia także stanu z czasów jej świetności. Niestety, taki los spotykał większość i tak nielicznych, polskich historycznych pamiątek, które ostały się z pożóg wojennych. Tę akurat, dotknęłą komunistyczna ograniczoność widzenia dziejów. Ograniczoność nie mogąca przebić się poza kanony jej własnej ideologii. Były nimi, jak niewielu chce dzisiaj pamiętać, wzięta z kapelusza "walka klas", absurdy doprowadzające do krawych rozwiązań w oparciu o "dzieła wielkich naprawiaczy" takich jak Marks, Engels czy ich chory uczeń - Lenin

[Rozmiar: 28644 bajtów]

W miejscu zwanym obecnie Łomna-Las, można zobaczyć pozostałości po siedzibie rodowej Trębickich i żałosne resztki czegoś, co kiedyś było wspaniałym parkiem.

[Rozmiar: 28644 bajtów]

Jak widać Puszcza wyciska swoje piętno także na terenach, które obecnie do niej nie należą, a na których niepodzielnie królowała. Nie oddała ona tej sukcesji dobrowolnie. To człowiek swoją zachłannością ograniczył jej granice do obecnie występujących. Na szczęście ten nieposkromiony marsz został zatrzymany. Zatrzymała go rosnąca świadomość gatunku homo sapiens. Jest nadzieja, że na bazie owej świadomości, odzyskane zostaną te tereny Puszczy, które nigdy nie powinny należeć do ludzi. O które tereny chodzi? Wystarczy posiłkować się Google Maps, aby na rzut oka to ocenić.

Ma rację powiedzenie "patrzeć z perspektywy...". Google Maps pozwala przesunąć ową perspektywę na orbitę okołoziemską. Widać z niej doskonale, co my ludzie wyczyniamy z Naszą Planetą. Powrót Puszczy do czasów jej świetności niech będzie małym przyczynkiem do naprawiania szkód, które Błękitnej Planecie ów homo sapiens uczynił i niestety ciągle czyni.

Kilometr po kilometrze

Copyright (JH) © Dla rowerzystów 1998 - 2006. Mapka dzięki uprzejmości wydawnictwa REWASZ z Pruszkowa.