Dla rowerzystów
Wakacje od ponad 10 lat kierują mnie w stronę Puszczy. Jestem przecież obywatelem Łomianek i mam Ją w zasięgu ręki. W tym miejscu wyjaśniam. Z moją fascynacją (KPN) obcuję praktycznie codziennie. "Pedałuję" pieszo do pracy i z powrotem przez Puszczę 5 razy w tygodniu a w soboty i w niedziele, czynię to samo na rowerze, tylko nie do pracy - oczywiście. Jeszcze mi nie znudziło się to!
Dzisiejsza trasa należy do średnio trudnych. Trudny, trudna w obszarze Puszczy oznacza dla rowerzysty albo długość dystansu albo podłoże, czyli to co pod kołami. Intensywność pokonywania tego ostatniego, determinuje jego konsystencja. Nasza trasa właśnie wiedzie w dużej części po podłożu sypkim, czyli - piaszczystym.
Mamy dwa sposoby na rozwiązanie problemu, posiłkując się siłą naszych mięśni czworogłowych. Przełożenia w naszym pojeździe pozwalają nam średnim nakładem sił pokonywać owe sypkie odcinki i to jest sposób pierwszy.
Drugim, jest korzystanie z dobrodziejstwa jakim jest "common experience". Mam tutaj na myśli doświadczenie i decyzje poprzedników którzy owe odcinki pokonywali przed nami. Może nie jest to po myśli panów w zielonych garniturach (przepraszamy kochani Leśnicy :-) ), ale znacząco ułatwia pokonanie owych "sypkich kawałków".
Wyjaśniając - "JEDŹ TAM GDZIE WYJEŻDŻONE!!! Inni to już przerabiali i to z pozytywnym dla płuc i ligamentum patelae (więzadło rzepkowe) - skutkiem.
Jak można jadąc z Łomianek "zderzyć" się z Puszczą? Na kilka sposobów. Mój dzisiejszy wybór jest zdeterminowany celem wyprawy czyli - "Dookoła wsi Sieraków".
Największy i najstarszy obszar ochrony ścisłej. Miejsce (bo nie tylko las), od którego wszystko co dzisiaj podziwiamy i z czego korzystamy - zaczęło się. Miejsce tak czarowne, że aż nie do uwierzenia dla ok. 2 mln mieszczuchów, "betonujących" na wschód od niego - w stolicy. Owe nieświadome 2 mln zwolenników miejskiego trybu życia jest zasilane życiodajnym tlenem (dla niewyedukowanych O2) nawiewanym przez przeważające w Polsce zachodnie wiatry znad Puszczy. Za darmo kochani Warszawiacy! Za darmo!!!
Fakt że przy okazji owych życiodajnych wiatrów w Waszym kierunku zostanie zepchnięta bliżej nieokreślona (od 1 sztuki do kilkunastu milionów sztuk dziennie) liczba krwiożerczych komarzych samic (bo tylko one tną), nie ma wiekszego znaczenia. Jak to w życiu. Coś za coś! ;-) Kontestując zaś, że owych "drapieżnych panienek" w KPN mamy 31 gatunków, możemy śmiało mówić o urozmaiceniu, chociaż i tak swędzi tak samo!
Mój "etatowy punkt startowy" to salon Pegueot (0.0) w Łomiankach. W tym miejscu (memento mori), dwa epitafia ufundowane przez zrozpaczone rodziny ofiar nakazują SZCZEGÓLNĄ UWAGĘ PRZY POKONYWANIU (w poprzek) tego czego w krajach bardziej cywilizowanych, nie trzeba nawet zauważać! Uwaga! Achtung! Wnimanie! Pozor! NIE DAJCIE ZABIĆ SIĘ!!!
Do Białego Domku (1.7) dojedziemy w połowie po gładkim jak stół asfalcie (na lewo i prawo nie uświadczysz początkowo ani jednej ludzkiej siedziby, ot polskie curiozum!), a w połowie po szutrowej nawierzchni. Wspominałem przy okazji opisu innej trasy, że wartym zauważenia (po pokonaniu gładkiego odcinka) jest przepiękny okaz dębu szypułkowatego (na prawo). Rowerzystom jeżdżącym w okresie od kwietnia do połowy lipca tą trasą, polecam rozglądanie się, bo można spotkać dostojnie kroczącego, w bardzo bliskiej odległości od trasy, Wojtka, bociana który upodobał sobie okoliczne tereny trawiaste jako tereny łowieckie.
Opierając nos i czoło o Puszczę, ruszamy na lewo. Po kilku minutach jesteśmy przy parkingu w Dąbrowie Leśnej (3.3). Prowadzi nas zielony szlak rowerowy. O terenach na lewo i prawo od szlaku już kiedyś pisałem. Słowa kluczowe to: Ułani Jazłowieccy, kampania wrześniowa, zorganizowany opór organizacji znanej jako AK, ofiary ludzkie, miejsca straceń, Powstanie Warszawskie. Dzisiaj, jadąc pięknym czerwcowym wczesnym rankiem wzdłuż wspomnianego szlaku, kontemplujemy przecudne krajobrazy, zachwycające odgłosy fauny, niewyobrażalne (dla palaczy) doświadczenia węchowe oraz ogólną euforię że jest się częścią czegoś tak wspaniałego jak PRZYRODA.
Nie zraża nas wspominy piach pod kołami. Nie zraża nas buczenie trakcji elektrycznej wzdłuż której i pod którą kilka razy musimy przejechać. Było, minęło! Im głębiej zanurzamy się w otchłań zieloności, tym więcej otacza nas ciszy. Ucieczka od tak zwanej "cywilizacji" zaczyna się w Lipkowie (13.3) Jedyną zmianą jaka świadczy o upływie czasu (wspomniane teksty powstały "drzewiej") jest solidny parkan betonowy (nie skończony - niestety) jaki skrywa trochę upiorne dla żyjących miejsce, jakim jest przykościelny cmentarz w Lipkowie. Dwa lata temu miało się wrażenie że za chwile, z wyżej położonej nekropolii, wytoczy się na szlak "mieszkaniec". Brr... Teraz jest zdecydowanie lepiej! Asfaltem w lewo a potem w prawo. W miejscu "rozwodu niebieskiego z zielonym rowerowym", uciekamy w prawo (mamy już na liczniku 13.9 km). Czynimy to w wymyślonym przez Henryka Sienkiewicza miejscu, udając się za niebieskimi znakami szlaku, (słynny pojedynek pana Michała w Lipkowie).
Nazwa Szeroka Warszawska Droga nie oznacza że nasz trud będzie mniejszy. Typowy szlak dla piechurów zaanektowany przez "rowerową brać". Wspomniane "common experience" ma tutaj 100% zastosowania. Na prawo - piaszczysta katorga. Na lewo - niemalże niebiańska jazda (uwaga na korzenie i ciasne zakręciki).
Naszym udziałem staje się (pokonując 7.3 km od Lipkowa do Zaborowa Leśnego) wspaniały przekrój wielu leśnych krajobrazów. Nie jedźmy zbyt szybko, rozglądajmy się dookoła. Sucho, mokro podmokło, wydmowo. Każde miejsce to inna roślinność, inne kolory, inne odgłosy i feeria zapachów (ale tylko dla nikotynowych abstynentów).
Krzyżówka w Małym Truskawiu (17.4) kusi aby skrecić w prawo. Nic z tego. Prujemy na wprost (patrz zdjęcie powyżej). Ten bardzo ocieniony odcinek szlaku pokonuje się w miarę komfortowo dojeżdżając do Sadykierza. Gniazdo bociana po prawej stronie trzyma się dobrze. Niestety jest to typowy "pustostan" - korzystając z komunistycznej nowomowy. Dziwne to, bo miejsce idealne do wychowywania potomstwa.
Zaborów Leśny (21.0) to skrzyżowanie szlaków. Spotykają się tutaj cztery kolory. Miejsce bardzo charakterystyczne. My wybieramy kolor żółty ze wskazaniem na Truskaw. Szlak ten nosi wielce wymowną nazwę Powstańców Warszawy. Paraleli wyjaśniać nie trzeba, mniemam!
Jadąc do Truskawia mijamy po lewej bagienne Trzy Włóki a po prawej kompleks leśny który omijalismy od prawej, przy Sadykierzu i "bocianim wspomnieniu". Trzy Włóki ograniczone są od wschodu Marcinową Górą. To typowa paraboliczna wydma o wysokośći 230 m npm.
Dojeżdżając do Truskawia (25.1) wybieramy szlak czarny. Poprowadzi on nas obok uroczyska Paśniki. Lechosław Herz w swoim Przewodniku opisuje owo uroczysko jako malownicze torfowisko niskie. Wg Autora nazwa pochodzi od faktu że wypasano w tym miejscu, jeszcze nie tak dawno - krowy. Dziś las odzyskuje tereny które są w jego zasięgu. Zmiany w tym rejonie zachodzą w dramatycznie szybkim tempie. Co roku przybywa samosiewek brzozy, sosny, jałowca. Warto to miejsce corocznie odwiedzać aby owe przeprowadzane przez Przyrodę zmiany rejestrować. Kontynuując jazdę, mijamy po lewej obszar ochrony ścisłej o nazwie Cyganka (26.2). Jest to jedna z ostoi łosia który na wspomnianych Paśnikach lubi żerować. Do Karczmiska (27.9) docieramy pokonujac stoki Zdrojowej Góry porośnięte borami sosnowymi.
Skręcamy w prawo i łatwiejszą do pokonania od zachodniej strony, Ćwikową Górę (28.0), pokonujemy korzystając ze szlaku zielonego. Trzymając sie tego, (najbardziej popularnego w okresie wiosny i lata w Puszczy) - koloru, przejedziemy obok Krzyża Jerzyków (29.1), przez Pociechę (29.8) aż do skrzyżowania szlaków o nazwie - Na Miny (34.7). Teraz kolor żółty poprowadzi nas do kamienia Ułanów Jazłowieckich (36.7) a czarny (kierunek wschodni) do Białego Domku (37.5). Jak dojechać do salonu Peguoeta (39.4) - już wiemy.
Trasę tę (a nie jak większość niedouków pisze i mówi - tą) zrealizowałem w potrzebie chwili. Siedziałem przy komputerze i stwierdziłem naraz że potrzebuję ruchu. Znam Puszczę, więc zaimprowizowałem to co opisałem. Zastanawiałem się później czego nauczyła mnie ta wycieczka.
Moje spostrzeżenia, oprócz subiektywnej i egoistycznej przecież radości z obcowania z Przyrodą przez oklepane duże P, nie są zbyt radosne. Puszcza kurczy się, Puszcza zmienia się w wysypisko!.
Powtarzam! Puszcza jest beztialsko traktowana jako wysypisko. Puszcza jest "odgryzana" przez bogatych i aroganckich na potrzeby własnego wybujałego ego. Objawia się to setkami domów "wpasowanych" w Jej święte i nienaruszalne granice. Efekty takich kroków widać już po roku. Wszystko co za moim płotem (a jest to teren KPN) traktowane jest przez takich arogantów jako wysypisko. Nie wierzycie? To proszę spenetrować co robią mieszkańcy posesji przy ulicy Lutza w Kiełpinie?
No cóż, mam jednak świadomość że zanim owe "ludzkie kreatury" doszczętnie zniszczą to, co stanowi przecież ich łóżko (a kto zanieczyszcza takowe), zdążę nacieszyć się Nią. Przykre tylko że Jej szanse na przetrwanie są tak dramatycznie zmniejszane. Współczuję moim wnukom i mam poważne obawy o ich szanse na normalne LUDZKIE życie. Obym mylił się.
Copyright (JH) © Dla rowerzystów 1998 - 2006. Mapka dzięki uprzejmości wydawnictwa REWASZ z Pruszkowa.