Dla rowerzystów
Przed godziną czwartą obudził mnie niesamowicie ostry dzwięk. Jego natarczywość pozbawiła mój mózg resztek snu. Skrzydlaty za otwartym oknem rozrabiał. Słuchało się miło. "Zaokiena rzeczywistość" (szum drzew, światło, inne ptaki, zapachy) - przypomniała mi jeden z piękniejszych wierszy z naszej polskiej skarbnicy poezji. Uświadomiłem sobie, w momencie gdy pierzasty ciągle zawcięcie "nadawał", że ta poezja może stanowić motto mojej rannej wyprawy. Pomyślałem z wdzięcznością o Autorze.
Poczytajcie. Czyż to nie pięknę???
"Za oknami świt czerwony,
Jeszcze sennych szelest drzew,
Słońce wraca z drugiej strony,
Ptak zbudzony zaczął śpiew.
Ach! dzień dobry wam kasztany,
Wodo pełna srebrnych lśnień!
Jeszcze jeden darowany
Cudownego życia dzień!"
Te słowa inspirują aby takiego dnia nie zmarnować. Preludium Jana Lechonia zaktywizowało mnie. Tak, nie zmarnować! Tak, jeszcze jeden! Tak, darowany!
Ruszyłem jak zwykle od salonu Peguoeta (0.0) w Łomiankach. Jadąc w kierunku Puszczy, zastanawiałem się, jak też ten piękny leśny kompleks, dzisiaj "ugryźć"?
Zakupiłem ostatnio świetną mapę Puszczy. Polecam zapalonym rowerzystom i piechurom dzieło wydawnictwa ExpressMap. Dosyć trwała mapa w skali 1:40 000. Aby słowa sloganu reklamowego umieszczonego na pierwszej stronie, "stały się ciałem", potraktowałem ją przezroczystym przylepcem w miejscach, które okazały się nie być trwałe. Widząc tę mapę "oczyma wyobrażni" bo nie chciało mi się wyjmować jej z plecaka, zdecydowałrem że ok. 4/10 Puszczy licząc od wschodu powinien zapewnić mi Kampinoski Szlak Rowerowy, szlak Powstańców Warszawskich, i część sieci dróg pokrytych asfaltem (co nie zawsze jest Puszczą).
Ta marszruta stanie się bardziej czytelna w momencie bardziej szczegółowego opisywania. Odcinek do Lipkowa (12.8) potraktujmy zdawkowo. Został pokonany a był opisywany wielokrotnie. Jedno co jest charakterystyczne dla tego miejsca, to fakt, że między Izabelinem B, Hornówkiem a Lipkowem, co roku znajdzie się idiota a czasami kilku, zostawiający(ch) górę śmieci przy szlaku (zdjęcie). Tak jakby chciał (chcieli) pochwalić się debilizmem który stał się jego (ich) udziałem.
Rozpoczynająca się przy wspomnianym kościele w Lipkowie komfortowa jazda (mały ruch, asfalt) kończy się w Zaborowie (26.9). Słuchając mp3 lub szumu opon, warto rozgladać się. Polska zmienia się. Już nie jest to kraj siermiężnego, ograniczonego doktrynera Gomuły.
Jego następcom nie możemy wprawdzie przypisać wielu pozytywnych cech, ale są zdecydowanie bardziej "demokratyczni" w swoim życiowym dziele. Niektórzy współcześni politycy, jak drosophilla, "polityczne życie" liczą na dni lub miesiące, ale mimo wszystko nie robią "tak dużo i tyle dobrego" jak komunistyczny beton miał w zwyczaju. To widać przy drogach, chociaż do ideału jeszcze kosmiczne odległości!
Uwaga. W Zaborowie za kościołem, musimy pokonać odcinek ok. 800 m po dosyć niebezpiecznej i ruchliwej drodze nr 580. Na szczęście, w Klombach chowamy się w zarośla i równolegle do wspomnianej trasy 580, pokonujemy następne 800 m wśród cienia i ... pajęczyn (jeżeli przecieramy szlak), aby wychynąć (30.3) (kto zna takie słowo?), z cienia i udać się w kierunku północnym ku granicy lasu (30.8)
Zanim tam dotrzemy mamy sposobność pokontemplować na ławeczce przygotowanej przez KPN, ustawionej wśród wysokich traw i szuwarów. Idealne miejsce jeżeli chce się obserwować ptactwo, owady i słuchać szumu traw lub opalać się.
Pamiętacie Sonety Krymskie?
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu...
Dookoła prawie jak u Mickiewicza.
A lepsze i większe nastąpi za kilka kilometrów. Na razie trzymamy się szlaku rowerowego, krążąc jego zawijasami wśród zróżnicowanych lasów. Po dojechaniu do szlaku żółtego (34.1), kierujemy się w prawo. Nie jest szlak żółty (Wierszowska Droga) zbyt przyjazny dla rowerzysty. Jest jednym z bardziej trudnych w Puszczy.
Gdy przesypiemy tylnym kołem trochę piachu na suport i przerzutkę oraz pokonamy około półtora kilometra dystansu, licząc od momentu skrętu, natkniemy się na krzyż i kamień upamiętniający rodzinną tragedię z czasów II Wojny Światowej. Nowy obiekt w puszczańskim zestawie - jemu podobnych.
Pokonując następnie Kanał Zaborowski, możemy zatrzymać się, aby patrząc w wodę i zastanowić się, co powoduje że Puszcza żyje, nie będąc zasilana wodą z zewnątrz. Niewielu turystów wie, że z Puszczy woda tylko wypływa. Rola bobra w obszarze KPN jest więc nie do przecenienia. Fakt zamieszkiwania tutaj tych sympatycznych zwierzątek, jest szansą dla jej mokrych rejonów.
Przysłowiowe dwa kroki dalej, wbijamy się przednim kołem w pas wydmowy. Kilka metrów od zakrętu warto zauważyć samotny żelazny krzyż po lewej, lekko ukryty wśród drzew. Po prawej zaś pełna panorama wspomnianych "mickiewiczowskich klimatów". Zatrzymując się we wzniesionym miejscu szlaku, warto nasycić oczy przepysznym krajobrazem po prawej, którego kręgosłupem jest wspomniany kanał. Mając lornetkę możemy podziwiać Pasy, Kawały, Wystawkę, i będące częścią OOŚ Debły (Babią Łąkę, Grabowy Grunt), o czym informuje stosowna tablica.
Nasyciwszy oczy, kontynuujemy nasze "mielenie" na miekkich przełożeniach. Skrzyżowanie ze szlakiem zielonym to już 38.7 km w nogach. Następny etap piaszczystej katorgi to 1.4 km do szlaku czerwonego (40.0) a następnie, do jakże upragnionego asfaltu (40.9). Docieramy tam brnąc konsekwentnie po piachu szlakiem żółtym. Kościół w Wierszach (41.3) (wspominałem o nim przy innej okazji) mijamy delektując się jazdą na bardziej twardych przełożeniach. Następne (aż do końca trasy) etapy to asfalt, asfalt i raz jeszcze asfallt. W jednych miejscach nowiutki ( Wiersze, Truskawka, Janówek), w innych (Kolonia Janówek, Adamówek) stary i zniszczony. Nie ma to jednak żadnego wpływu na komfort jazdy w porównaniu z puszczańskimi wertepami.
Przemykamy przez wspomniane miejsca i docieramy przez Kaliszki Dolne, obok Kaliszek Górnych do trasy S7 (53.5), wzdłuż której względnie wygodnie (cień z drzew) przemykamy obok drogi do Palmir (55.8), drogi do Łomnej (56.8), Górki Dziekanowskiej (58.6), Sadowej (60.0), Dziekanowa Leśnego (62.3), Góry Rabego, (63.0) do punktu startu czyli salonu Peguoeta (64.4).
Nie było lekko. Mimo że "wstęgą szos" posuwaliśmy częściej niż szlakami, to wyjątkowa sypkość tych ostatnich spowodowała że cała podróż zajęła więcej czasu niż wskazuje na to pokonany dystans. Średnia prędkość w granicach 12.5 km/godz o tym świadczy.
Jakie doznania towarzyszyły mi w trakcie robienia za młynarza? Jak zwykle wszechogarniająca puszczańska muzyka na którą składają się zapachy, dźwięki i krajobrazy, kompensowała niedostatki w postaci zmęczenia, potu, brudu (szczególnie zakurzonych kończyn dolnych), świadomości że łańcuch trzeba będzie umyć, bólu kilku części ciała o których litościwie przemilczę.
Panie Lechoń, nie mam Panu za złe że mnie z łóżka wygoniłeś.
Copyright (JH) © Dla rowerzystów 1998 - 2006. Mapka dzięki uprzejmości wydawnictwa REWASZ z Pruszkowa.