Dla rowerzystów
Dzisiaj (30.06.06) założyłem że w granicach 40 km pedałowania, i podejmowania decyzji jak w partiach szachów w trakcie symultantki, powinno zadość uczynić moim "puszczańskim" potrzebom. Taka improwizacja, dotycząca nagłych wyborów, jest dobrym ćwiczeniem na orientację. Co wybierałem? To proste - kierunki jazdy - ad hoc (neurony buczały, neuryty i dendryty zapychały synapsy - czyli myślałem). A o czym?
40 km - i nie za wiele więcej!
Myślenie obejmowało zaś przeglądanie jedynej w swoim rodzaju bazy danych (nie MySQL, Acces czy Oracle) zbudowanej z owych zmyślnych komórek nerwowych w mojej czaszce. Wszyscy mamy takie bazy. Jedni obszerne i ci zaliczani są do rozumnych przedstawicieli gatunku, inni zaś mają je w stadium szczątkowym. Tych ostatnich trudno zakwalifikować do pierwszej kategorii. Sam atawizm w ich zachowanich jest nie do zaakceptowania dla tych pierwszych. Ale, ale, miało być o wyprawie rowerowej.
Biały domek (1.7) i nieśmiertelny wybór. W prawo czy w lewo? Wybrałem w prawo. Kamień Ułanów Jazłowieckich (3.0) i następny dylemat (tutaj trzy możliwości, nie licząc oczywiscie powrotu). Wybrałem na wprost. Sieraków - pomnik (sklep)(6.1). Wybrałem w lewo asfaltem (a mogłem też jak mawiają Niemcy - gerade aus (na wprost)). W Izabelinie najpierw w prawo a potem koło kościoła (8.4) wybrałem w lewo, ponieważ do Truskawia było za bliko na wprost. W Hornówku (9.4) popędziłem na wprost do Lipkowa (10.6). Tutaj nie w lewo (niebieskim) ale w prawo do Kaczorgów Dużych (10.8). Asfaltem, o różnej jakości, (tu i ówdzie remontowanym) docieram do Górek i skręcam w prawo (17.0).
Przed nosem linia lasu. Mijam po lewej jednostkę wojskową i docieram do Mariewa (19.6). Nie interesuje mnie obywatel Gazowaty, o przepraszam - Gózowaty, więc wybieram żółty szalak rowerowy - na wprost. W Małym Truskawiu (21.0) zatrzymuję się na 15 minut.
Powód?
Jestem spragniony i głodny (1.5 godziny pedałowania). Mam też chęć sfotografować przydrożną kapliczkę. Fakt, że w międzyczasie nawiązałem kontakt wzrokowo-głosowo-zapachowy z prześlicznym kundelkiem z za narożnego ogrodzenia, utwierdza mnie w przkonaniu że uniwersalny język jakim jest ciepło w kontaktach, sprawdza się w 100%. Kilka uspokajających, wymówionych cicho słów, (nie ważna jest ich treść) - załatwia sprawę. W lesie zapada znowu przecudna cisza, a mój interlokutor posiłkuje się w dalszych kontaktach ze mną tylko wzrokiem i nosem. O przepraszam, zapomniałem o ogonie jakoś tak niesfornym w tych zawijasach od lewa do prawa.
W dowód tak przyjaznej postawy, ów czworonożny przypadkowy świadek moich fotograficznych zabiegów, zostaje poczęstowany połową przynależnego mi śniadania. A co, zasłużył! Ja zaś wiem, że tam, głęboko w Puszczy mam Kumpla który na pewno mnie zapamięta. Taka to psia natura. Umieć zapamiętać tych dobrych, a tych złych - szczególnie!
Co jest charakterystycznego w tym dążeniu z południa Puszczy na północ? Jeżeli chodzi o ten konkretny wybór, jest nim potrzeba posiadania amortyzatorów. Szutrowa droga od Mariewa do Pociechy a potem kocie łby do cmentarza w Palmirach, niejednego rowerzystę może irytować, nadgarstki zaś potwornie wymęczyć.
Jeżeli chodzi o faunę czy florę, to truizmem jest powtarzanie, że tak cudne światy jakimi są krajobrazy na lewo i prawo, przedstawiciele świata ptaków, płazów, gadów, owadów, ssaków których możemy spotkać na naszej drodze, są czymś, co powoli staje się udziałem tylko nielicznych. Na Marszałkowskiej nie znajdziecie tego, co kręcąć mozolnie pedałami "zaliczacie" wraz z przejechanymi kilometrami po Puszczy. Przyrodniczy raj w zasięgu ręki. Możliwy jest do spenetrowania (czytaj namacalnego obcowania) zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum stolicy średniego kraju w Europie. Musimy tylko chcieć to zrobić, umieć patrzeć i słuchać w trakcie gdy to robimy (fotografowanie mile widziane).
Truskaw (23.0), osiągamy po przejechaniu 2 km. W strukturze nawierzchni drogi nic nie ulega zmianie. Trzęsie jak diabli.
Zanim zanurzymy się w cieniu szlaku niebieskiego, jakże charakterystyczna scenka rodzajowa w naszej polskiej codzienności (poranności - zważywszy na godzinę). Jest 6 rano. Mijam sklep spożywczy. Grupa kilkunastu mężczyzn posiłkuje się nie kefirem, jogurtem, mlekiem, twarożkiem, serkiem homogenizowanego czy innego rodzaju wyrobem przemysłu, jakże zdrowych produktów nabiałowych. Piwsko, wisienka i papieroch, o latającym w powietrzu "mięsie" nie wspominając. O tempora, o mores!
Następne dwa kilometry za sklepem (do krzyżowki ze szlakiem zielonym) (25.1) można skwitować - nihil novi. Po przejechaniu 800 m mijamy Krzyż Jeżyków (25.9). Cmentarz w Palmirach (26.9) osiągamy jadąc na miękkim przełożeniu lekko pod górkę. Nic dziwnego. Wkraczamy w północny pas wydmowy z charakterystycznymi wydmami takimi jak: Zdrojowa Góra, Ćwikowa Góra (z jej arcyciekawą legendą), oraz dalej na prawo, z wydmami parabolicznymi: Biała Góra oraz Wywrotnia Góra.
Fakt, że penetrujemy obszary wydmowe, skutkuje ciągłym stopniowym wznoszenim się terenu. Podążając początkowo kocimi łbami (wybierzcie pobocze) a nastepnie asfaltem, nie pozbędziemy się odczucia że mamy "pod górkę"! Lasy na prawo i lewo są bardzo charakterystyczne dla tej częsci Puszczy. Na lewo są one preludium dla sosnowych starodrzewów skupionych na północy w OOŚ Kaliszki. Na prawo są zaś, są kandydatami, na wysokości Molejnika, na stanie się takowymi w przyszłości.
Podążając wyasfaltowaną Palmirską Drogą ku wsi imienniczce, możemy zauważyć ogrodzone obszary. Widać na nich że szlachetny przedstawiciel polskich drzew, czyli dąb, ma się na owych poletkach całkiem dobrze jako młodnik. Uzasadniona jest troska leśników aby takie miejsca, gdzie nieśmiało wydzierany jest teren monokulturze sosnowej, dodatkowo ochraniać. Być może nasi następcy odnajdą w przyszłości w Puszczy szekspirowskie klimaty lub chociażby te obecne w legendzie o Robin Hoodzie. Kto wie? Może pod Warszawą powstanie odpowiednik wspaniałego tajemniczego lasu z powieści Howarda Pyle. Sosny w nim nie uświadczysz.
Po wjechaniu na Kampinoski Szlak Rowerowy, pozostaje standardowe zbliżanie się do celu - czyli francuskiego lwa na czterech kołach.
Jadąc, zastanawiałem się nad fenomenem światła. Nic noblowskiego na wzór laureatów (Glauber, Hall, Haensch) z roku 2005 w tej dziedzinie, nie wymyśliłem! A czy musiałem? Jestem przecież tylko jednym z wielu miliardów korzystających z dobrodziejstw tej najbliższej nam gwiazdy. Czy muszę zaglądać jej pod ....? Wystarczy że ją akceptuję i potrzebuję jej obecności ze wszystkimi pozytywami i negatywami!
Widziałem owe nieśmiałe nisko wiszącego słońca przebłyski (godz. 4 coś tam) wśród rachitycznych sosen. Jego promienie popychały mnie w kierunku Sierakowa. Odczuwałem efekt stroboskopowy (ach ta fizyka!) podczas jazdy do Lipkowa. Oj migało mi w gałach tym szybciej, im mocniej naciskałem na pedały. Palmirska Droga to spotkanie z gwiazdą wiszącą duuużo wyżej nad horyzontem. Zaczynało grzać. Kampinoski Szlak Rowerowy to mrużenie oczu i satysfakcja że mam na głowie bejsbolówkę z długim daszkiem.
Podsumowując, dobrze że jest, dobrze że świeci. Źle że mamy je tak krótko. Źle, że nie zdąży "naświetlić" nas na cały rok optymizmem i radością. Ci południowcy to szczęściarze i dobrze "naświetleni" ludzie. Trochę im zazdroszczę!
Ale tylko trochę! Można odwiedzać solarium, wzorem Ondriu Lepkiego, ...cepremiera. A co! Trzeba korzystać z ludowych mądrości. Wydaje mi się jednak że wymieniony przykład do nich nie może być zaliczony. No cóż, stare - "Na bezrybiu i rak ryba", potwierdza się w całości.
Copyright (JH) © Dla rowerzystów 1998 - 2006. Mapka dzięki uprzejmości wydawnictwa REWASZ z Pruszkowa.